Torsen pisze:Mam zupełnie inne zdanie i prosiłbym kogoś, kto się na tym lepiej zna ode mnie o zweryfikowanie tej tezy. Według mnie, już na próbie było bardzo przyczepnie. Nasi wyjechali spasowani do betonu i w łukach zakopywali się. Słychać było wyraźnie, że silniki, kręcąc zdecydowanie wolniej, wydawały bardzo niski dźwięk. Niemal gasły!
Może i nie znam się lepiej od ciebie, ale wydaje mi się że przez pierwsz 5-6 biegów nasi byli dobrze spasowani. W końcu wygrali 2 biegi 5-1 i to z dużą przewagą. Gdy tor trochę wysechł nasi całkiem się pogubili z przełożeniami, co wykożystała ZG. W dodatku porobiły się dziury i tylko Knapp i Tomicek mieli siłę i odważyli się walczyć do końca.
Torsen pisze:Niczemu nie służą treningi w lubelskim wydaniu. Gdyby trenowano poszczególne elementy - starty, rozegranie pierwszego łuku w różnych scenariuszach, jazdę parą, blokowanie, atakowanie po małej, atakowanie po szerokiej, nożyce, dublowanie - wówczas coś by to przynosiło. Tak mi się przynajmniej wydaje. U nas trening polega na dopasowaniu się do nawierzchni, jaka jest w dniu treningu. W dniu meczu jest ona już natomiast zupełnie inna, bo nie ma czym przykryć toru i pogoda robi swoje, a także dlatego, że wskutek wpierdzielenia iluś tam set ton nowej nawierzchni u progu sezonu i w czasie jego trwania tor jest nieprzewidywalny.
Myślę że właśnie głównie o to chodzi, aby spasować się z torem. Tych starych pryków nie nauczysz atakować, blokować czy jeździć parą, bo oni to doskonale umią robić. Tor był tak dziurawy, że oni po prostu bali że sami sobie, albo ktoś im zrobi krzywdę. W drugiej części zawodów ZG się spasowała i wygrywała starty, więc dziadki nie ryzykowały utraty zdrowia i po przegranym starcie odpuszczały bieg.

