Gelo pisze:Dzisiejszy tekst o Doyle'u potwierdza moje obawy. (...)
Ja po lekturze wywiadu z Kępą odnośnie Doyla, a także po informacjach o tym, że Jamróg dogadał się w 5 minut, mam zupełnie inne przemyślenia.
Odnoszę wrażenie, że Kępa nie targuje się z zawodnikami o każdą złotówkę i może to właśnie jest prawidłowa droga. Jeżeli zawodnik twierdzi, że na zakup odpowiednich silników, serwisy, przygotowanie do sezonu i godziwe wynagrodzenie potrzebny mu jest odpowiednio wysoki kontrakt to Kępa - jeśli chce zawodnika i oferta jest akceptowalna dla klubu - to mu po prostu taki kontrakt daje.
Może właśnie to jest powodem, że Miesiąc zrobił średnią 1,7, a Michelsen został odkryciem sezonu?
Pewnie podobny był plan z Zengotą, dlatego mówiło się, że dostał kontrakt życia. Tylko, że może dzięki takiemu kontraktowi Grzegorz wykręciłby średnią życia?
Oczywiście, można byłoby obrać inną drogę i licytować się o Doyla. Tylko czy był sens? Nie znam finansów klubu więc do nich się nie odnoszę, choć to jedna z kluczowych kwestii.
Pamiętać jednak trzeba, że Doyle różnie potrafił się zachowywać względem klubu, nieraz GP okazywało się ważniejsze. Poza tym po roku ma wrócić do Torunia i my znów zostalibyśmy na lodzie. Na szczęście odeszliśmy od dawnych praktyk i nie budujemy składu z myślą o wyłącznie najbliższym sezonie.
Może po prostu koncepcja z Doylem była jedynie jedną z rozpatrywanych, a klub miał też inne pomysły. Jeżeli zawodnik zaczyna się licytować na miesiąc przed oknem transferowym to ta licytacja może doprowadzić do tego, że klub zostałby z ręką w nocniku, bo Zagar dogadałby się w Rybniku w tym czasie.
Można mieć różne zdanie na ten temat, ale trzeba zwrócić uwagę, że ruchy dokonywane przez Kępę się jak do tej pory bronią, a to jest najważniejsze.
Lubię przypominać casus Hancocka. Tak wszyscy psioczyli na Kępę, że powinien zakontraktować Grega, a teraz wszyscy jakby o tym zapomnieli. Natomiast gdyby Kępa wówczas się posłuchał i faktycznie zakontraktował Hancocka to dziś byśmy byli w I lidze. Można dyskutować ile w tym było szczęścia, ile zbiegu okoliczności, a ile kalkulacji, ale fakt jest faktem i nie ma co z tym dyskutować.