Z Danielem Jeleniewskim, żużlowcem TŻ Sipma rozmawia Piotr Pawłat
Dla żużlowca TŻ Sipma Daniela Jeleniewskiego ten sezon jest pierwszym, w którym startuje jako senior. Jeździ jednocześnie w Lublinie i szwedzkiej Bysarnie Visby. Właśnie podczas meczu w Szwecji lublinianin odniósł kontuzję, która wyeliminowała go z ostatniego meczu z GTŻ Grudziądz.
Piotr Pawłat: Pański upadek w meczu I ligi szwedzkiej wyglądał bardzo groźnie, ale obyło się bez poważniejszych obrażeń. Kiedy wznowi Pan treningi?
Daniel Jeleniewski: Bark ciągle boli, ale ja już zaczynam się ruszać. Chodzę na siłownię, rozciągam się i mogę powiedzieć, że jest już lepiej. Powinienem być gotowy do jazdy już na wtorkowym treningu, a już w niedzielę będę chciał wystąpić w meczu z Marmą w Rzeszowie.
Czy starty w ligach zagranicznych nie przeszkadzają lubelskim zawodnikom w występach na krajowym podwórku? Jak nie kontuzja, to zmęczenie...
- Wypadki zdarzają się wszędzie, a ja miałem po prostu pecha. Na jednym z wiraży w moje tylne koło wjechał jeden z rywali i obaj wylądowaliśmy na bandzie. To się mogło zdarzyć wszędzie, bo to jest taki sport. Na pewno ciągłe podróże są męczące, ale dzięki tym startom mam się gdzie uczyć. Jeden mecz w Szwecji daje mi więcej niż pięć treningów w Lublinie. Poznaję nowe tory, podnoszę swoje umiejętności i zdobywam doświadczenie. Na pewno będę chciał dalej startować w Szwecji, ale nastąpi to dopiero po meczu z KSŻ Krosno.
Dlaczego TŻ Sipma w tym sezonie jeździ tak słabo, przegrywa praktycznie wszystkie mecze nie tylko na wyjeździe, ale także u siebie?
- Naprawdę trudno mi odpowiedzieć na to pytanie i nie chcę się wypowiadać za innych zawodników. Na pewno jeździmy bez życia i nie możemy się przełamać. Dla mnie początek tego sezonu był dosyć udany i dopiero później zacząłem się gubić ze sprzętem. Myślę jednak, że teraz powinno być dużo lepiej. Trochę odpocząłem i popracowałem nad motocyklami. Dokonałem wraz z mechanikiem pewnych korekt, które powinny przynieść zamierzony efekt.
Aby awansować fazy play-off TŻ musi w ostatnim meczu pokonać na własnym torze KSŻ Krosno minimum 11 punktami. Teoretycznie jest to możliwe, ale w praktyce może być z tym różnie...
- Damy radę! Na pewno nie będzie łatwo, bo dla KSŻ i dla nas będzie to mecz o wszystko. Goście przyjadą do Lublina zdeterminowani, ale zapewniam, że nam także nie zabraknie mobilizacji. Jedziemy przed własną publicznością, na naszym torze, a rywal nie jest przecież nie wiadomo jak silną drużyną. Może w ostatnich spotkaniach prezentował się trochę lepiej od nas, ale my będziemy chcieli jak najlepiej przygotować się do tego spotkania. Przez tydzień cały zespół będzie trenował w Lublinie, rozegramy jeden sparing i mogę obiecać, że zrobimy wszystko, aby awansować do pierwszej szóstki.
Czy bierze Pan pod uwagÄ™ spadek do II ligi?
- Nie biorę. Uważam, że jesteśmy zbyt silną drużyną, aby spadać z ligi. Nawet jeżeli nie wejdziemy do szóstki, to utrzymamy się w barażach, choć, tak jak mówiłem, zrobimy wszystko, aby ich uniknąć.
Jak Pan ocenia swój pierwszy sezon w seniorach?
- Patrząc na same wyniki to nie jest tak najgorzej, jednak na pewno jest co poprawiać. Mam spore kłopoty ze zdobywaniem punktów na wyjazdach, a przecież jeżeli potrafię wygrywać z dobrymi zawodnikami u siebie, to powinienem zwyciężać także na innym torze. Na pewno będę miał o czym myśleć po tym sezonie. Po prostu trzeba dążyć do tego, aby z roku na rok jeździć coraz lepiej
Jest Pan wychowankiem TŻ. Czy Daniel Jeleniewski myślał już o zmianie klubu?
- Miałem taką propozycję przed tym sezonem i z niej nie skorzystałem. Teraz wcale tego nie żałuję i cieszę się, że jeżdżę w Sipmie. Nie chciałbym się stąd nigdzie ruszać i mam nadzieję, że nie będę musiał. Oczywiście dużo będzie zależeć od sytuacji finansowo-organizacyjnej w klubie, bo ja chcę się ciągle rozwijać, a na to potrzeba pieniędzy. Sądzę jednak, że wszystko się ustabilizuje i niedługo znów powalczymy o wyższe cele.
Czy klub ma wobec zawodników zaległości?
- Zaległości są, ale nie robimy z tego tragedii. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że nasze słabe wyniki przekładają się na frekwencję na stadionie, która jest bardzo niska. Nie ma co ukrywać, że gdybyśmy lepiej jeździli, to na stadion przyszłoby więcej ludzi i nie byłoby tych problemów. Trzeba być wyrozumiałym i najważniejsze jest to, że obie strony wykazują dobrą wolę. Myślę, że cały ten sezon, nim się jeszcze zaczął, był dla nas jakiś pechowy. W klubie było wiele zawirowań, zmieniali się trenerzy, obcokrajowcy, a każdy z nas miał w tym roku słabsze chwile. Myślę, że będziemy mieli z czego wyciągać wnioski przed następnym sezonem.