harry pisze:Najważniejsze pytanie w takim razie jest takie:
Czy Piszcz powiedział zarządowi o możliwości zaistnienia takich sytuacji przy podpisywaniu kontraktu???????
Harry, naprawdę przesadzasz. Wymagasz od kogoś, żeby sam sobie wiązał ręce, a skoro tego nie robi, nazywasz go cwaniakiem.
Mecze były przekładane nawet w tym sezonie w Lublinie, więc nawet skończone ofiary, które w tej dyskusji siłą rzeczy robisz z działaczy KMŻ, musiały wiedzieć, że takie rzeczy są możliwe. O tym, że w Anglii lubi popadać, wie każdy, kto skończył czwartą klasę podstawówki. O priorytetach Piszcza było zaś wiadomo od miesięcy.
harry pisze:Co by było gdyby zarząd nie okazał się gapami i jednak by wpisał potrzebne zapiski o obecności Piszcza na tym meczu ( po za terminami ligi angielskiej)? Co wtedy? Piszcz przyjeżdża do nas i ma szlaban do końca rozgrywek angielskich. Czy wybiera i tak Anglię?
Zakładasz, że Piszcz to wszystko przewidział, więc należałoby przyjąć, że nie podpisałby takiej umowy, bo przecież świadomie nie władowałby się w kłopoty. Ja, być może w swojej naiwności, uważam, że i on tego nie przewidział. Umowa była w sumie krótkoterminowa, w grę wchodziło raptem kilka meczów tu i tam. Prawdopodobieństwo kolizji terminów było więc raczej niskie.
Gdyby jednak podpisał, to niewątpliwie miałby twardy orzech do zgryzienia. Dla oceny jego sytuacji konieczna byłaby jednak znajomość obu umów i regulaminów rozgrywek, której ja nie mam.
harry pisze:Torsen pisze: Piszcz postąpił zgodnie z dwiema umowami, które go łączyły, wypełniając jedną i nie naruszając drugiej. Jedna kazała mu być na każdym meczu w Anglii, a druga... No cóż. Wygląda na to, że ktoś zapomniał o wpisaniu zobowiązań zawodnika do umowy Piszcza z KMŻ. Nazywanie go jednak w takiej sytuacji cwaniakiem uważam za niesmaczne
I tu się nie zgodzę. Ktoś zapomniał czy nie miał pojęcia??? O to się rozbija problem " cwaniaka". Bo jedna strona była niestety "zielona" przy podpisywaniu kontraktu a druga strona skrzętnie to wykorzystała nie mówiąc ani słowa o możliwym problemie. I później to wykorzystała.
Jeśli Piszcz nie wprowadził nikogo w błąd, to naprawdę nie ma o czym mówić. Trudno - moim zdaniem - mieć do niego pretensje, że nie poinformował swoich szanownych kontrahentów, że istnieje teoretyczna możliwość opadów deszczu w Anglii, że wskutek deszczu tor może nie nadawać się do jazdy, w efekcie czego możliwe jest przełożenie daty meczu. Tak byś to widział? Dla mnie to mimo wszystko trochę śmieszne. Z drugiej strony, można by to było załatwić jednym zdaniem: co robimy w sytuacji kolizji przełożonych terminów? Ale przecież to nie jest problem zawodnika, tylko klubu. Jeśli klub jest nieporadny w podstawowych kwestiach, niczym dziecko we mgle, to niech zadba o to, żeby mieć kogoś, kto pomoże. A jeśli i tego nie potrafi, to błagam, niech nie zwala na kontrahenta winy za to, że zrobiło mu się bubu, bo to jest jeszcze bardziej żałosne, niż te żebry o kasę we wszystkich możliwych mediach.
A czy Piszcz wykorzystał sytuację? Też można się zastanawiać. A dlaczego nie założyć, że Piszcz wiedział, że taka możliwość istnieje, a jednocześnie przyjął, że wie o tym również druga strona i najzwyczajniej w świecie się na to godzi? Jeśli założyć, że Piszcz to przewidział, to świadomie podpisał taką umowę i równie świadomie nie podpisałby innej.
OK. Wszystko w świetle prawa. Właśnie to ja to nazywam cwaniactwem. Ciekawe jak to się nazywa w języku prawników?
Zresztą czy "cwaniak" to aż tak negatywne określenie?
Pewnie, że negatywne. Za pozytywne mogłoby być uznane tylko w pewnych kręgach, z którymi, mam nadzieję, nie masz nic wspólnego

Prawnicy chyba nie mają na tę sytuację żadnego określenia, ponieważ ta sytuacja jest prawnie kompletnie obojętna, czysta, jak łza. Nikt nic nie wyłudził, nie wykorzystał czyjegoś przymusowego położenia, nie wprowadził w błąd.
sting126 pisze:Dla Piszcza priorytet to Anglia - wiadomo. A moze zarzad przedstawil mu propzycje kontraktu z zapisem o wolnych terminach? A Tomek stwierdzil "nie podpisze takiego kontraktu", majac na uwadze wlasnie przelozenie meczy w Anglii i ew. kare zwiazana z odmowa startu w nich. Wiec zarzad - podstawiony pod sciana, stojacy przed wyborem - albo Piszcz podpisze kontrakt bez klauzuli o wolnych terminach albo w ogole, zdecydowal o wybraniu pierwszej opcji.
W takiej sytuacji tym bardziej niezrozumiałe - mówiąc delikatnie - są pretensje działaczy.