Ale to działa w dwie strony.
Opcja jest taka, że ile razy rozmawiałbym z niepalącymi, to oni i tak sprowadzą rozmowę do "nie i ch*j". To właśnie palacz prędzej będzie szukał kompromisu niż Wy. Zresztą możecie spytać mojej sąsiadki. Kopciłem długi czas szlugi przez okno. Oczywiście nie muszę mówić, że to jej przeszkadzało. Największa szydera jest z tego, że robiłem tak przez dobre parę miesięcy. W końcu laska nie wytrzymała i POPROSIŁA, czy mógłbym przestać to robić. I tym oto sposobem jak kopcę, to albo w piwnicy jak na zewnątrz pada, albo na osiedlu, gdy pozwala na to pogoda. Nie mam problemu z tym, żeby pójść na rękę niepalącym. Oczywiście jeśli odbywa się to na zdrowych zasadach.
Skoro już o tej sąsiadce mowa. Nie jestem typem człowieka, który interesuje się sąsiadami. Nie wiem, czy oni palą, czy nie. Nie mam więc też pojęcia, czy dym tytoniowy im przeszkadza, czy nie. Dopóki mi o tym nie powiedzą, to mam to w dupci, czaicie? No bo skąd do cholery mam wiedzieć, że Mieciowi, który idzie obok przeszkadza to, że kopcę sobie szluga? Mam to wyczytać w kartach? Rozłożyć tarota? O co chodzi?
Natomiast jeżeli ten Mieciu podbije i nawinie, ty ziomuś weź nie pal, nie lubię dymu, skumaj, to ok. PRZECIEŻ NIE JESTEM IDIOTĄ, ŻEBY NIE WIEDZIEĆ, ŻE KOMUŚ NAPRAWDĘ MOŻE TO PRZESZKADZAĆ. Jakby mi coś u kogoś przeszkadzało, i ten ktoś zmuszałby mnie do tego, żeby znosić coś, czego nie lubię, to bym podbił i nawinął KULTURALNIE, że jakby dało radę, to żeby tego nie robił, bo nie wszyscy to lubią.
Tyle, że niepalący mają na tyle nasrane we łbie, że albo nic nie zrobią i tylko będą narzekać we własnym gronie, tudzież tu na forum, ALBO WYSKOCZĄ DO CIEBIE Z RYJEM, co palacza tylko i wyłącznie podk*rwi i będzie robił takiemu na złość. Jeżeli zgrywasz cwaniaka i rzucasz się z mordą, to i ja taki będę i będę perfidnie dmuchał Ci w ryj, czaisz? Jak to mawiają jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie.
Hayden pisze:Nie no k. do czego to doszlo, zeby palacza jeszcze uniznie prosic czy bylby laskaw nie smordzic osobom siedzacym obok niego...
No nie, bo my palacze jesteśmy gorszą wersją człowieka i ze szlugami powinniśmy zejść do podziemia. Niedługo dojdzie do tego, że rozbestwicie się na tyle, że będziecie pluć nam w pysk. Beka. Wy nie szukacie kompromisu. Po prostu musi wyjść na Wasze i koniec kropka. Nie ma gadania. Jeszcze mi nawińcie, że kazdy papieros w Waszym towarzystwie skraca Wam życie o 7 minut, czy jakoś tak. No żenada.
Zdradzę Wam sekret, bo widzę, że w ogóle nie kleicie linijek. Przeciętny palacz ma w dupie to koło kogo siedzi. W ogóle nie myśli o tym, że komuś może jego dym przeszkadzać. KOPCI SZLUGI Z AUTOMATU. Dopóki nie zagadacie (NA SPOKOJNIE), to będzie miał to w dupie przez cały ten czas, który spędzicie wspólnie.
Tyle, że po tym co tu widzę, że chamy, że k*rwy, że buraki, to ja się dziwie jedynie, że ten palacz, po Waszych prośbach nie zmieni miejscówki i nie będzie perfidnie odpalał jednego szluga za drugim, żeby się hm... zemścić na Waszą chamówę.
Podsumowując. Nauczcie się rozmawiać, a nie jedynie wymagać, bo wymagając jedyne co możecie to dostać chmurą w pysk, elo.
sadychor pisze:Manitou pisze:Flint pisze:Proponuję rozstrzeliwać palaczy na rynku więc.
Ale na rzeszowskim? Przecież tam miejsca nie ma bo baba z brudnymi nogami się tam panoszy ;]
O psie nie wspominajac. Pewnie nieszczepiony...
Ugryzł Cię, nie?
Edyta:
Bo mi się jeszcze pomyślało.
Zauważyliście, że ja (w sensie palacz) jako jedyny wspomniałem o strefie dla palących?
Zauważyliście też, że Wy (w sensie niepalący) jako jedyni jedyne co zaproponowaliście palaczom to to, żeby w*pierdalać?
Beka z Was, wiadomo.