istred pisze:Sukces jaki klub osiągnął - pod względem organizacyjnym, finansowym, marketingowym i sportowym - również dzięki kibicom, a powiedziałbym że w dużej mierze dzięki nim.
To prawda, ale ani tego sukcesu nie zagwarantowała "ełuphoria", ani nie można utożsamiać stowarzyszenia, czy grupy dopingującej, z kibicami w ogóle. Wrażenie, o którym mówisz, robił cały stadion - po pierwsze, wypełniony po brzegi na długo przed meczem, przez cały sezon, po drugie, doceniający klasę przeciwnika. Grupa, o której mowa to tylko część ogółu kibiców i nie widzę jakiegokolwiek powodu, by jej właśnie przypisywać ten fenomen. Nawiasem, jako cynik, mam na temat tego fenomenu swoje cyniczne wytłumaczenie.
Kto zbudował tę atmosferę? W dużej mierze SE, która aktywnie prowadziła doping.
Doping jako taki nie ma nic wspólnego ani z sukcesem sportowym, ani tym bardziej z organizacyjnym, finansowym itp., ani z tym, że tak wiele osób dostrzegło nagle atrakcyjność żużla, ani z tym, że klaskano przyjezdnym. Podkreślam, stowarzyszenie kibiców, które się dziś szarogęsi i stroi fochy, wnosiło do lubelskiego żużla tylko doping i "oprawy", które jednym się podobają, innym nie, ale z pewnością kluczowe dla sukcesu lubelskiego klubu nie są, a nawet powiedziałbym, że są dla tego sukcesu całkowicie obojętne. Ich wkład w sprawy, które, jak się okazało, miały znaczenie, był w zasadzie proporcjonalny do liczebności, ot co.
Znam mnóstwo osób, które pojawiały się od święta na żużlu i trzeba było im tłumaczyć że nasi to czerwony i niebieski.
I paradoksalnie, moim zdaniem, to właśnie ci ludzie, kompletnie pozbawieni jakichkolwiek uprzedzeń, ale również wiedzy i prawdziwie sportowej ambicji, ale skorzy do zabawy w rytm muzyczki, klaskanie i zadowoleni, że jeżdżą, kurzy się, jest głośno, przyjeżdża telewizja i mistrzowie świata - ci ludzie zbudowali pozytywną markę na lubelskich trybunach. Ta pozytywna marka pochodziła właśnie z kompletnego zaprzeczenia jakiegokolwiek fanatyzmu, czy szowinizmu.
W tym roku, póki co, dostęp do biletów jest bardzo ograniczony. Gwarantowanie miejsc komukolwiek innemu, niż tym, którzy na tę zabawę wykładają tysiące, dziesiątki, czy setki tysięcy złotych rocznie, byłoby zwykłym szubrawstwem. Więc mówienie o wpadce z SE uważam za całkowite nieporozumienie.